Pokazy iluzji na eventach firmowych i szkoleniach. Część 1

Ostatnio, przy okazji robienia porządków na moim prywatnym dysku, natknąłem się na serię artykułów, które pisałem do kwartalnika „Hokus Pokus”, wydawanego przez Krajowy Klub Iluzjonistów. Były to lata (2006 – 2010), kiedy KKI słynął z doskonałych kongresów iluzji, gdzie młody narybek artystów uczył się kunsztu od swoich bardziej doświadczonych kolegów. Był to też czas, gdy nad poziomem publikacji na łamach kwartalnika „Hokus Pokus” czuwał bezkompromisowy ale i szalenie wymagający prof. Jerzy Mecwaldowski. Z nieukrywanym wzruszeniem wspominam te czasy i żałuję, że tak zacne pismo jak „Hokus Pokus” nie jest obecnie prowadzone. Pozostaje natomiast kilkadziesiąt numerów tego czasopisma, a w nich artykuły dla iluzjonistów, między innymi moje… zapraszam do lektury i do dyskusji.
W poprzednim artykule opisałem sposoby pracy iluzjonistów w trakcie trwania targów. Dla wielu z nich taka forma występów jest podstawowym źródłem dochodów. Joel Bauer (jeden z najlepiej zarabiających iluzjonistów w Kanadzie) swój sukces finansowy zawdzięcza przede wszystkim udziałowi w pokazach handlowych. Zatem warto kłaść nacisk na opanowanie tego rynku. Drugim, równie ważnym dla nas wydarzeniem, mogą się okazać szkolenia kadr oraz imprezy firmowe. W pierwszym przypadku rola iluzjonisty sprowadza się głównie do zagospodarowania przerw pomiędzy wykładami, natomiast imprezy firmowe mają na celu zintegrować pracowników, bądź zapewnić rozrywkę „złotym klientom” . Jednak w obu sytuacjach wymaga się od nas profesjonalnego programu artystycznego, dostosowanego do indywidualnych potrzeb klienta.
Ostatnio, przy okazji robienia porządków na moim prywatnym dysku, natknąłem się na serię artykułów, które pisałem do kwartalnika „Hokus Pokus”, wydawanego przez Krajowy Klub Iluzjonistów. Były to lata (2006 – 2010), kiedy KKI słynął z doskonałych kongresów iluzji, gdzie młody narybek artystów uczył się kunsztu od swoich bardziej doświadczonych kolegów. Był to też czas, gdy nad poziomem publikacji na łamach kwartalnika „Hokus Pokus” czuwał bezkompromisowy ale i szalenie wymagający prof. Jerzy Mecwaldowski. Z nieukrywanym wzruszeniem wspominam te czasy i żałuję, że tak zacne pismo jak „Hokus Pokus” nie jest obecnie prowadzone. Pozostaje natomiast kilkadziesiąt numerów tego czasopisma, a w nich artykuły dla iluzjonistów, między innymi moje… zapraszam do lektury i do dyskusji.
 
Nowy styl iluzji
Każdy, kto miał okazję prowadzić wykład na dowolny temat, z pewnością zauważył, że wraz z upływem czasu maleje zdolność koncentracji u słuchaczy, a atmosfera na sali staje się coraz bardziej napięta. Dzieje się tak, ponieważ umysł dorosłego człowieka jest w stanie chłonąć dostarczane mu informacje przez 25 – 30 minut. Powyżej tej granicy efektywność mózgu spada. W głowie pojawiają się myśli zupełnie niezwiązane z tematem konferencji, a wzrok zaczyna krążyć po sali. Po upływie 90 minut słuchacze stają się nerwowi bądź senni i marzą tylko o tym, aby opuścić „nieprzyjazne” miejsce. Organizatorzy szkoleń dobrze znają to zjawisko i wiedzą, że aby parogodzinne wykłady odniosły skutek, należy zapewnić słuchaczom kilkunastominutową przerwę. Efekt będzie jeszcze lepszy, gdy w czasie tych paru chwil ludzie będą mogli się odprężyć i chociaż na moment zapomnieć o wykresach i tabelach, które oglądali. Wszyscy dobrze wiemy, że najlepiej w takich sytuacjach sprawdzają się nasze, niesamowite umiejętności. Iluzjonista jest specjalistą od wprowadzania widzów w stan relaksu i potrafi oderwać ich od przyziemnych spraw. Mało tego, element zaskoczenia, który jest nieodłączną częścią każdej pokazywanej sztuki, poprawia kondycję umysłu: odświeża wszystkie procesy zachodzące w mózgu, które zostały spowolnione przez stagnację. Zatem nie widzę przeszkód, aby pokazy mistrzów złudzeń były integralną częścią każdego szkolenia. Problemy mogą się jedynie pojawić po naszej stronie – ponieważ taka forma występów wymaga od nas zmiany podejścia do zawodu iluzjonisty oraz po stronie zleceniodawcy – gdyż większość z nich często nie widzi potrzeby urozmaicania wykładów, a jeśli nawet, to szukają innych rozwiązań. Dlatego, aby znaleźć zatrudnienie w trakcie szkoleń, nie wystarczy stworzyć kilka piętnastominutowych programów i czekać aż ktoś się zgłosi z ofertą pracy. Należy przygotować profesjonalne materiały reklamowe, na których powinny się znajdować wyszczególnione propozycje usługi artystycznej (występy na bankietach, szkoleniach, pokazach handlowych, itd.) oraz krótki opis korzyści płynących z takich działań. Następnie rozesłać foldery po działach marketingu różnych firm, hotelach, centrach konferencyjnych i agencjach artystycznych. Jest to jedynie pierwszy krok (niestety najbardziej kosztowny), który trzeba wykonać, aby zwrócić na siebie uwagę (szerzej o sposobach reklamy napiszę w następnych częściach artykułu).
Warunki panujące w trakcie szkoleń różnią się od tych, do których jesteśmy przyzwyczajeni na występach. Dlatego, szykując program iluzjonistyczny na takie okazje, musimy być przygotowani na wiele zmian zarówno pod kątem pokazywanych sztuk, jak i dotyczących naszego sposobu bycia w czasie pokazu. Są one konieczne, ponieważ w trakcie szkolenia panuje specyficzna atmosfera. Ludzie są skupieni, poważni i powściągliwi. Zapomnijmy o gwiazdorskich aspiracjach i o wyśrubowanych cyrkowych gestach, ponieważ nie usłyszymy głośnych gwizdów uznania czy salw śmiechu. Naszym jedynym zadaniem jest zapewnienie uczestnikom wykładu chwilowego odpoczynku od trudnych spraw i niczego więcej, poza odrobiną „magii” w dobrym tonie, się od nas nie wymaga. Innymi słowy musimy przyjąć do wiadomości, że nie nasz pokaz jest najważniejszy, tylko efektywność szkolenia. Wbrew pozorom jest to bardzo trudne do zaakceptowania, gdyż wiążą się z tym pewne ograniczenia, które często komplikują przeprowadzenie występu. Oto niektóre z nich:
• Ograniczenia czasowe – jeżeli nasz program będzie trwał dłużej niż wcześniej to ustaliliśmy z organizatorem szkolenia, wówczas zabieramy czas przeznaczony na wykład. W przypadku, gdy mamy kilka wejść i za każdym razem przedłużymy występ o kilka minut, to pod koniec zajęć może się okazać, że prowadzący nie zdążył czegoś ważnego powiedzieć. Dlatego zalecam wszystkim, aby precyzyjnie sprawdzili czas trwania pokazu. To nie wiele kosztuje, a zapobiegnie ewentualnym nieprzyjemnościom.
• Ograniczenia związane z zagospodarowaniem sceny – rzadko zdarza się, aby szkolenia odbywały się w przytulnych miejscach takich jak: restauracja czy kawiarnia. Najczęściej są to „chłodne” sale konferencyjne lub korytarze. Co gorsza, często nie mamy wpływu na warunki panujące na sali: rozmieszczenie miejsc siedzących, oświetlenie, dekoracja, ponieważ są one ściśle podporządkowane pod zaplanowany wykład.
• Ograniczenia związane z wykorzystaniem rekwizytów – niektóre sztuki lub rekwizyty nie pasują do charakteru szkolenia. Odradzam wszystkim stosowanie maszyn do dymu, baniek czy pokazywania numerów, w trakcie których na podłogę spada duża ilość konfetti, lub wylewa się woda. Sala musi być zostawiona w takim stanie, aby zapewnić prowadzącym komfort w wygłaszaniu dalszej części wykładu.
Mając na uwadze powyższe ograniczenia, należy dobrać taki repertuar numerów, które nie wymagają scenicznych warunków albo specyficznego oświetlenia. Owszem, czasami naszymi zleceniodawcami są bardzo ugodowi ludzie, dający nam pełną swobodę działania i zdolni do podporządkowania się naszym wymaganiom. Jednak, gdy zmienimy salę konferencyjną w „jaskinię magii” i pokażemy sztukę Zig – Zag, przy rytmach pompatycznej muzyki, wtedy w oczach widzów całe szkolenie zmieni się w pokaz z elementami wykładu, a przecież nie o to nam i organizatorowi chodzi. Jak zatem powinien wyglądać występ w przerwie między wykładami? Osobiście zauważyłem, że im mniej skomplikowany program pokażemy, tym lepsza będzie reakcja ze strony widzów. Wystarczy wziąć ze sobą kawałek sznurka, talię kart, kilka monet i zademonstrować to, co najlepiej z tym potrafimy zrobić w formie „iluzji na stojąco” (stand-up magic). Z reguły w trakcie szkoleń do dyspozycji wykładowcy jest rzutnik multimedialny. Zachęcam wszystkich do skorzystania z tej okazji i pokazania kilku sztuk z dziedziny „mikroiluzji” (close-up magic). Gwarantuję, że mały efekt na dużym ekranie zrobi wrażenie. Proponuję dobrze się zastanowić nad doborem muzyki. Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, iż dobrze sprawdzają się lekkie jazzowe utwory. Jeżeli organizator chce, abyśmy bawili ludzi na korytarzu, który zapełnia się, gdy uczestnicy mają przerwę, to najlepszą
formą występu jest podchodzenie po kolei do poszczególnych grup osób i zabawianie ich przez 2-3 minuty (strolling magic).
 
Nowy styl iluzji

Dobrze jest czasem przekonać organizatora, aby ten nie uprzedził słuchaczy o naszej obecności. Zwiększymy wtedy efekt zaskoczenia. Taką sytuację miałem w trakcie szkolenia pracowników i klientów firmy „Dodoni” (producent napojów). Przedsiębiorstwo zmieniało wtedy znak firmowy i z tej okazji zorganizowało wykład, w trakcie którego były między innymi prezentowane nowe etykiety na butelki. Uzgodniłem z dyrektorem firmy, że ten przedstawi mnie jako świeżego pracownika, który opowie zebranym o zaletach nowych etykiet. Swoją pseudo-prezentację zacząłem od stwierdzenia, że papier użyty do ich wykonania, został poddany specjalnej obróbce, dzięki czemu charakteryzuje się niebywałą trwałością (do tego momentu moich działań, niektórzy słuchacze robili nawet notatki). Po czym zaprezentowałem sztukę „ołówek przez banknot”. Po zakończeniu numeru niektórzy widzowie zaczęli się dyskretnie śmiać, inni z kamienną twarzą wpatrywali się wciąż w ekran, na którym przed chwilą ujrzeli niezrozumiały efekt. Dopiero po brawach prezesa firmy, wszyscy żywo zareagowali i zdali sobie sprawę z żartu. Dzięki zastosowaniu takiego chwytu, udało nam się złamać dość napiętą atmosferę panującą w czasie wykładu. Napisałem „nam”, ponieważ bardzo ważnym
elementem okazała się reakcja dyrektora „Dodoni”, który swoimi owacjami pokazał wszystkim, że dobrze się bawił. To jest szalenie istotne, aby poprosić szefa firmy, by ten jako pierwszy pozytywnie odpowiadał na nasze działania. Uczestnicy szkolenia często nie wiedzą, jak mają (czy im wypada) reagować. Niech szef im wskaże kierunek.
Jeżeli miałbym odpowiedzieć na pytanie, czy występ iluzjonisty w trakcie wykładów, jest łatwą pracą, to odpowiedziałbym: TAK, jeśli odrzucimy własne wygórowane ambicje i będziemy siebie i prelegentów traktować jako członków jednego zespołu, którego głównym celem jest skuteczność szkolenia. Naszym kunsztem w manipulowaniu kartami czy bogatą choreografią, wykażemy się na wieczornej imprezie firmowej. Wtedy to pracownicy i „złoci klienci” opuszczą „surowe” ściany sali konferencyjnej i przeniosą się do przytulnej sali bankietowej, gdzie rozluźnieni i rozradowani, będą jeszcze wdzięczniejszą publicznością, a my będziemy mogli, bez większych ograniczeń, pokazać im to, co kochamy najbardziej – „Magię” na najwyższym poziomie.
O pokazach w trakcie wieczornej imprezy firmowej napiszę jeszcze w drugiej części artykułu.
Autor:
dr inż. Jędrzej Bukowski